Oh no! Where's the JavaScript? Your Web browser does not have JavaScript enabled or does not support JavaScript. Please enable JavaScript on your Web browser to properly view this Web site, or upgrade to a Web browser that does support JavaScript.
Blog

Falstart, czyli o tym jak adoptować psa bez wariackich papierów.

NIEBIESKANIEBIESKA Napisane przez 1 miesiąc temu
Falstart, czyli o tym jak adoptować psa bez wariackich papierów. Rok, to już rok od kiedy jest z Nami Demon. Wcale ten rok nie był taki długi. Ale ja nie o tym… miało być o początku. A dokładniej o samej adopcji i jej procesach. Kiedy zapadła decyzja, że w domu pojawi się pies postawiliśmy z Mężem swoje warunki. Mój był taki, że psiak ma być adoptowany. Mąż chciał psa rasy husky, albo w typie. Północniak, pomyślicie, że zwariowałam. Ale rozpoczęliśmy research. Przeglądanie na OLX ogłoszeń typu ” oddam haskiego za darmo” postrzegałam raczej jako ofertę „handlową” – tylko bez zapłaty. Posypie się hejt, ale nawet się cieszyłam, że jest taki wybór. Wtedy nie zdawałam sobie sprawy ze skali problemu bezdomności psów. Z wielu rzeczy nie zdawałam sobie sprawy… pewnie jak większość społeczeństwa. Wśród kilku ciekawych ogłoszeń pojawił się ON. Taki o jakim marzyliśmy. Nie za młody, nie za stary. Zachowuje czystość w domu. W klasycznym jak na haszczaka, czarno-białym umaszczeniu… A dodam, że o klasycznym umaszczeniu haszczaków wiedzieliśmy tyle, co z filmu „Śnieżne psy” (zapewne byli właściciele również oglądali ten film i nazwali go DEMON). I te jego oczy… głębia błękitu przeważyła, że to właśnie ten husky „o małym rozumku” (cytat z ogłosznia), miał trafić do Naszego domu. Nastawieni na podróż po psa i zakupy na dziale zoologicznym wykonaliśmy telefon. Ja wykonałam telefon. Głupia ja po kilu słowach…SŁOWACH… wypaliłam z tekstem, że dziś zabierzemy psiaka do domu. Zapał godny Konana Barbarzyńcy. Wtedy zleciał pierwszy kubeł zimnej wody. Mówi Wam coś dopisek: ” obowiązują procedury adopcyjne” ? Była wzmianka na ten temat w ogłoszeniu ale… głupia ja. Opiekunka w hoteliku poinformowała mnie, że możemy przyjechać jeszcze dziś, ale jedynie na spacer zapoznawczy. Żeby zachować resztki twarzy, wygooglowałam procedury adopcyjne. O parę informacji mądrzejsza, wraz z rodzinką, pojechaliśmy poznać psiaka. Brak doświadczenia z psiakami, zwłaszcza rasy tak wymagającej jak husky i dwoje rozbrykanych, pełnych emocji dzieci nie było naszym plusem. Pokochaliśmy tego gada… Nie mogłam o Nim przestać myśleć. Nie mogłam tylko pojąć dlaczego ktoś musi tak bardzo inwigilować w moje życie, kiedy chcę dać dom bezdomnemu psiakowi… Musiałam czekać na decyzję prawnej opiekunki Demona. Coś w Demonie Nas urzekło, że zdecydowaliśmy się czekać. Na spacerze Asia i Michał starali się Nam przekazać jak najwięcej informacji. Irytowało mnie tylko ciągłe podkreślanie, że to trudna rasa. Czym dłużej czekałam, tym bardziej interesowałam się cechami rasy. Czym więcej czytałam, tym więcej pytań miałam w głowie. Magia dzisiejszego internetu polega na tym, że czym więcej szukałam informacji o psach, o tresurze itp., coraz więcej artykułów na ten temat proponowało mi google. I tym samym otworzyła się spirala, która zaczęła mnie wciągać. Czym częściej rozmawiałam ze znajomymi o sytuacji adopcji, o procedurach, tym częściej spotykałam się ze stwierdzeniem ” A po co ma Ci ktoś dom oglądać?”. O zgrozo jeszcze paręnaście stron internetowych wcześniej ja też tak myślałam… Że będą dom oglądać, że sprawdzą metraż, zajrzą do każdej dziury i ile par skarpetek mam schowane w szufladzie. Tu nie chodzi o ściany… chodziło o Nas, o ludzi, o atmosferę w domu, o Nasze zachowanie w codziennym środowisku. Po roku życia z Demonem mogę powiedzieć jedno: Ci ludzie, odwalili kawał dobrej roboty. Nie żebym odkryła nową planetę w Układzie Słonecznym, ale procedury adopcyjne to nie zwykła biurokracja. Na pierwszy rzut oka, Nam – ludziom życia ” tu, teraz, natychmiast” – wydaje się, że jeśli wykonamy jakąś akcję, musi nastąpić natychmiastowa reakcja. A jeśli tak się nie dzieje, uznajemy, że nastąpiła jakaś anomalia. Zapominamy tylko, że zwierzęta to nie komputer. Jeśli pochopnie podejmiemy jakąś decyzję a Nasz członek rodziny zacznie sprawiać problemy, nie zainstalujemy mu antywirusa. Najczęściej kończy się to łańcuchem, a w krytycznych sytuacjach… tragedią. Bo co? Bo tak łatwiej. Bo pies jak jest na przykład agresywny zapinamy łańcuch i jak za kliknięciem magicznego przycisku „Enter” ogranicza jego agresję do tych paru metrów. Półśrodki dla pół mózgów. Ludzie, którzy pracują z psami znają się nie tylko na zwierzętach, ale też na ludziach. Ktoś bardzo mądry powiedział mi takie słowa: „Poznasz ludzi, pokochasz zwierzęta”. Adopcja Demona, moim zdaniem, jest adopcją idealną. Bez ludzi których poznałam w tym czasie, nie dałabym sobie rady z moim Uparciuchem. Ale mimo wszystko to jest TEN pies, NASZ członek rodziny. Są różni ludzie, z różnymi potrzebami. Podobnie jest ze zwierzętami. Ludzie rozchodzą się przez niezgodność charakterów. Zwierzę również musi się dopasować do Naszych potrzeb, a my do Jego. Poprosiłam opiekunów Demona w hoteliku o opinie na temat mojej rodziny po spacerze zapoznawczym. Taką szczerą, taką w której wyrzuca się najgorsze błędy bez cukrowej otoczki. Byłam ciekawa. Byłam cholernie ciekawa jak Nas postrzegali. Byłam ciekawa co zadecydowało, że jednak dali Nam szanse… Nam i Demonkowi. Za zgodą byłych opiekunów Demona publikuję ich przemyślenia przed Adopcją: Asia: „Zarówno z psami, jak i adopcjami pracuję od wielu lat. Widziałam masę psich dramatów, również tych związanych z nieodpowiednią opieką, czy utratą domu. Choć robię bardzo wiele, by psy które przekazuję do adopcji, były możliwie najlepiej poznane, ocenione i przygotowane do zamieszkania z nowymi rodzinami, zdarzają się nam „zwroty” z adopcji, nierzadko też nasze pierwsze spotkanie z psem ma miejsce właśnie wtedy, gdy ten traci swój dom i rodzinę… Gdy więc odbieram telefony w sprawie adopcji, nie zapalam się zbytnio, a raczej zimno kalkuluję, czy osoba wie czego chce wybierając właśnie tego psa, czy jest w stanie sobie z nim poradzić i zapewnić mu godny uwzględniając rasę, temperament, wiek i stan zdrowia byt. Mój radar wyostrza się, gdy na adopcję czeka szczenię lub pies rasowy/ w typie rasy – są to niestety dwie najbardziej narażone na oszustwa lub nieprzemyślane decyzje grupy psów bezdomnych. Szczególnie, gdy zwierzak należy do ras/osobników wymagających. Tak było w przypadku Demona – mnóstwo telefonów w tonie mało odpowiedzialnym, traktującym psa przedmiotowo, jak okazję – promocję w sklepie i wykruszających się na wieść o tym, że trzeba przyjechać, poznać psa, a następnie przejść procedury adopcyjne… Niektórzy chcieli Demona – żywiołowego, niezależnego, szalonego, wyjącego i próbującego stawiać na swoim husky dla dzieci lub dla osoby chorej w stopniu utrudniającym opiekę i zapewnienie spełnienia naturalnych potrzeb psu o takiej osobowości. Byli i inni, których wizja życia z Demonem była co najmniej niepokojąca, ale nie będę przytaczać tutaj owych historii. Mam nadzieję, że nikogo po tym wstępie nie zdziwi, że również Justyna i Jej rodzina musiała odpowiedzieć na szereg pytań, wypełnić ankietę przedadopcyjną, odwiedzić psa, pójść z nim na spacer i swoje odczekać. Takie to procedury adopcyjne – i straszne i nie straszne. Owszem wymagają trochę zachodu, ale jeśli rodzina poważnie myśli o psie, jest szczera i chce dać mu szczęśliwy dom, sama również będąc szczęśliwą w tym „związku” to moim zdaniem jest to żaden problem. Nieco niepokoiła nas obecność dwójki dość małych jeszcze dzieci w rodzinie, gdyż nagminne jest kupowanie/przygarnianie psów z przeznaczeniem dla dzieci, a dziecko choćby było najwspanialsze na świecie i ze wszystkich sił pragnęło pieska, to nie jest wystarczająco odpowiedzialne i nie ma środków do tego, by prawidłowo zadbać o psa. Po pewnym czasie pies choć fajny, przegrywa z konsolą do gier, czy wyjściem z kolegami. Gdy pies choruje – dziecko nie zauważy subtelnych sygnałów choroby i nie opłaci leczenia. Wreszcie nie każdy pies nadaje się do samodzielnych spacerów i zabaw z dziećmi, a niektóre zachowania dzieci mogą zaburzać równowagę emocjonalną psów i tym samym obniżać komfort ich życia lub prowokować do zachowań niebezpiecznych dla dziecka. Musieliśmy upewnić się, że Justyna i Jan chcą psa przede wszystkim dla siebie i wezmą odpowiedzialność za jego kontakty z dziećmi oraz zaspokojenie potrzeb zwierzęcia. Na spotkaniu dzieci były bardzo rozemocjonowane – dziewczynka przestraszyła się witającego się z Nią psa i zaczęła krzyczeć, chłopiec był bardzo natarczywy i roszczeniowy względem niego, nie zawsze reagował na prośby o nie wyrywanie psu zabawki z pyska, nie trzymanie go na siłę i nie przytulanie, zachowywał się głośno. Znając psią komunikację i psie potrzeby, na taki widok od razu zapala mi się czerwona lampka. Miałam wątpliwości czy Justyna opanuje tą trójkę i czy pies będzie w tym układzie szczęśliwy. Z opowieści Jana wynikało, że miał wcześniej psa z zupełnie innej grupy i o diametralnie różniącej się psychice, który dodatkowo nieźle go nastraszył, gdy ten był dzieckiem i obawia się agresji ze strony psa – nie byłam pewna, czy będzie potrafił zgrać się z siberianem, odpowiednio go wychowywać i szkolić, czy nie będzie przenosił zbyt wielu doświadczeń z życia z owczarkiem na szpica… Podczas spaceru, szybko dało się zauważyć, że rodzina nie dorównuje Demonowi kondycją – czy na pewno dadzą radę zaspokoić potrzeby psa zaprzęgowego? Justyna i Jan nigdy nie mieli psa ras północnych – widać było braki w sposobie wydawania komend i pochwał, w panowaniu nad psem podczas spaceru… Czy będą mieli czas i chęci by uczyć się jak komunikować się z psem tej rasy, jak i czego go uczyć? Dom Justyny i Jana nie jest ogrodzony, a ludzi czasem dopada zmęczenie, lenistwo (tak, nawet nas!;)) i nie ma chęci iść z psem na spacer, a czasem wszystko wali się na głowę i człowiek po prostu jest zamyślony, rozkojarzony… Czy pies nie będzie wypuszczany na samodzielne przechadzki? Czy nie czmychnie z domu zmęczonym dorosłym lub dzieciom między nogami? Ucieczki może nie przeżyć… To, co można przeczytać w Internecie o wadach psów husky jest w dużej mierze prawdą – jesteśmy szczęśliwymi opiekunami dwóch takich psów, tymczasowaliśmy również nie jednego husky, więc nasza wyobraźnia szalała i na tym polu… Czy z niezaspokojonych potrzeb psychoruchowych pies nie zacznie demolować domu, polować, przejawiać zachowania agresywne? Czy nie wejdzie rodzinie „na głowę”? Czy długie spacery, bieganie z psem i jego niezależna natura nie znudzą się nowym opiekunom? Mijały dni, narada pomiędzy nami (domem tymczasowym), a prawnym opiekunem psiaka trwała, a Justyna mimo początkowej chęci zabrania psa do siebie jak najszybciej, ostudziła trochę emocje i postawiła na doinformowanie się i przygotowanie na przybycie do domu psa. Nie zniechęcała się około dwutygodniowym oczekiwaniem na decyzję i termin wizyty psa w Jej domu. Dopiero wtedy zaczęliśmy nabierać wiary, że ta adopcja dojdzie do skutku. Po wytłumaczeniu rodzinie jak będzie wyglądało życie z Demonem, rozważeniu wszystkich za i przeciw oraz uzgodnieniu planu działania na wypadek, gdyby jednak nie poradzili sobie z psem – wspólnie z prawnym opiekunem psa, podjęliśmy decyzję, że spróbujemy umieścić Demona w rodzinie Justyny i Jana. Na dzień dzisiejszy nie żałujemy owej decyzji, Demon odnalazł się w nowej rodzinie, wygląda na szczęśliwego, a Justyna – główna opiekunka psa, zdaje się panować nad sytuacją i relacjonuje szereg postępów w pracy z psem, jednak jak już Jej wspominaliśmy – pewność, że wszystko jest w porządku, zyskamy dopiero po spotkaniu z rodziną i Demonkiem, które mamy nadzieję odbyć niedługo :).” Michał: „Naszym zadaniem, gdy spotykamy się z rodzinami adopcyjnymi, jest pokazanie psa, w dużej mierze od jego najgorszej strony, pokazanie jak się zachowuje w różnych sytuacjach, opowiedzenie jak sobie z nim można radzić i na jakie problemy mogą trafić w przyszłości. Z drugiej strony musimy wnikliwie obserwować takie osoby, zadawać im konkretne pytania i przekazać wszelkie „wady i zalety” potencjalnej rodziny osobie decyzyjnej w sprawie psa. Odwiedziła nas cała rodzina, co było bardzo dużym plusem, był więc dobry początek… a co dalej? Musieliśmy mieć na uwadze, że Demon to krnąbrny chłopak, lubiący stawiać na swoim i wiecznie sprawdzać granice. Dodatkowo mieliśmy wiele negatywnych doświadczeń, gdzie ludzie obiecywali złote góry, a potem pies był karmiony chlebem… Dlatego też intuicja podpowiadała bycie ostrożnym. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy to dzieci… które nie do końca zwracały uwagę na to, o co proszą ich rodzice, wręcz były niegrzeczne i próbowały robić co chciały. Wzbudziło to moje obawy o zapanowanie nad zachowaniem psa. Częste wyjazdy partnera, powodują, że nie może się on w pełni zaangażować w życie i wychowywanie psa, a wiemy, że niejednokrotnie rodzic pozostający sam z dziećmi i życiem codziennym, nie daje sobie rady z opieką nad psem. Nie byłem pewny, że podoła temu zadaniu, szczególnie, że haszczaki to wymagająca rasa, a Demon mimo, że wybitnym zaprzęgowcem nie jest – nudzić się nie lubi. Historia o poprzednim psie, który mieszkał przy nieogrodzonej posesji i teoretycznie się nie oddalał, również nie napawała optymizmem i budziła obawę, że kolejny psiak mógłby być tak samo utrzymywany, a Demon – z całą pewnością koło domu byłby krótką chwilę… i znikł. Tyle z wątpliwości – plusy też były. Dom w górskim rejonie, właścicielka, która chce biegać z psem, mniej-więcej świadoma rasy, chętna do tego, by w jakiś sposób się rozwijać i poszerzać wiedzę o psach. Trzymała też w ryzach swojego męża, który miał jeszcze dawne podejście do żywienia psów (resztki z obiadu itp.). Ostatecznie prawnej opiekunce Demona przekazaliśmy wszelkie wątpliwości, wraz z informacjami, że do niczego nie możemy się tak naprawdę przyczepić – ale zalecamy wizytę przedadopcyjną w miejscu zamieszkania potencjalnej rodziny. Wizyta wyszła pozytywnie, Demon trafił do nowej rodziny i z tego co widzę – ma się tam całkiem dobrze :), a odcięty od śliwek i jabłek nawet zaczął w końcu zrzucać brzuch!” Czy poczułam się jakbym dostała strzała w policzek? Chyba trochę moje ego na tym ucierpiało. Ale nie mogłam zaprzeczyć ani jednemu słowu. To byłoby tak jakby złodzieja złapać za rękę, a on by powiedział, że to nie jego ręka. Takim oto sposobem postanowiłam kolejny kubeł zimnej wody przerobić pod siebie. Potrzebowałam kilku godzin… no dobra – może nawet kilku dni, żeby dojść do siebie. Chyba nikt nie lubi być krytykowany. Ale też nie popełnia błędów ten, który nic nie robi. Dlatego postanowiłam zmienić Nas, ukierunkować, żeby następna opinia była lepsza. Co prawda dzieci to nadal wulkany energetyczne, ale pracujemy nad posłuszeństwem… Łatwiej chyba wychować psa niż dzieci:) Oczywiście spotkanie z byłymi opiekunami się odbyło:-) I sądzę, że nie tylko Nasza rodzina w modelu 2+2+4 łapy jest szczęśliwa, ale również Oni (Ci którzy wiele nam pomogli w trakcie asymilacji Demona w Naszym domu) odetchnęli z ulgą. Za Nami wiele pracy, wiele sukcesów wychowawczych ale też porażek. Nauczyłam się nie poddawać niepowodzeniami. Biorę przykład z Demona. Przecież jak nie pozwolę mu wchodzić na łóżko to on jeszcze parę razy musi sprawdzić czy aby na pewno nie zmieniłam zdania… 🙂 Ja popełniłam falstart przy adopcji. I nie chodzi tu o pochopną decyzję. Chciałam tu, teraz, natychmiast. Ten błąd i utemperowanie mnie wiele we mnie zmieniło… tak samo jak praca nad sobą w trakcie pracy z psem. Ale o tym następnym razem. Wasza Niebieska.

O mnie NIEBIESKA

Na stronie jestem jako Super administrator. Na stronie jestem od: 27.01.20. . Mieszkam w: Piwniczna Zdrój. Prowadzę stronę internetową pod adresem: http://www.Husky.LevelNet.eu. .

0 komentarz

Zostaw komentarz

Zaloguj się, aby napisać komentarz.
  • Brak komentarzy. Może chcesz dodać swój?


Ocena zawartości jest dostępna tylko dla użytkowników. Proszę Zaloguj się lub Zarejestruj się by zagłosować.
Niesamowite! (0)0 %
Bardzo dobre (0)0 %
Dobre (0)0 %
Średnie (0)0 %
Słabe (0)0 %